00. Czerwona Królowa
W mojej ulubionej, bodajże, opowieści z dzieciństwa o Alicji w Krainie Czarów i po Drugiej Stronie Lustra jest postać Czerwonej Królowej - niesympatycznego i głupiego babska, które wszystkich poddanych wysyła na szafot za każde nieposłuszeństwo. Alicja gra z nią m.in. w krykieta, ale to trudna gra, w której wraz z przemieszczającymi się graczami, przemieszcza się także cel, do którego trzeba trafić. Gra jest bezsensowna, bo skoro wszyscy biegają, a niepodobnym jest dogonić uciekającą bramkę, aby strzelić do niej gola, to de facto wszyscy stoją w miejscu. Czerwona Królowa to symbol względności każdego postępu, w przyrodzie ofiary szybciej umykają oprawcom, więc drapieżnicy też muszą starać się je dogonić; im szybciej wymyka się nam zmieniający się świat, tym sprawniej musimy go doganiać. I mam wrażenie, że tak jest też ze mną - muszę biec, żeby przybliżyć się choć trochę do mety, ale coraz częściej myślę, że do celu mam tak samo daleko, jak wtedy kiedy wyścig zaczynałam. Nie mogę przestać, nie mogę.